poniedziałek, 9 lipca 2012

A jednak nie...

Banda niewyczonych zjebów i cweli. Przychodze sobie na 7:30 pod BarkerRossa, ale przychodzi ze mna jeszcze jeden koles. Mysle sobie - no fajnie, nie jestem jedyny nowy. Wychodzi babka Polka i sie pyta o nazwiska, jej wyraz twarzy wygladal jakby przed chwila zjadla splesnialego pomidora.
- Kwiatkowski? Kto do ciebie dzwonil?
- Nie wiem, w piatek dzwoniono i powiedziano, ze w poniedzialek o tej porze mam byc pod agencja
 (Przeciez kurwa nie jestem Nostradamusem ani nie dzialam na podsluchach telefonicznych)
- Hmmm... sprawdze jeszcze, bo mial byc tylko jeden, a jest Was dwoch, tylko ze Deren  jest wpisany na liscie. Miales tu przyjsc sie zastanowic czy do pracy czy co?
(Mialem jej ochote jebnac w ryja za glupie pytanie. Tak kurwa, mialem tu przyjsc porozmyslac o 7 rano nad sensem zycia pod wasza zasrana agencja)
- No do pracy oczywiscie
- Zadzwonie jeszcze...
Dzwoni i to samo, tylko jeden potrzebny. To ja jestem ciekaw na chuj mnie tu sciagacie z samego rana? Po co ktos dzwoni w piatek rano, a potem sie rozmysla i wybiera drugiego uczestnika wycieczki, nie informujac pierwszego o odwolaniu.
- Jutro albo pojutrze znajde ci jakas prace, ale teraz sie spiesze, bo musze tego do pracy zawiezc
- Do widzenia
- Na razie

Nie wiem za co placa tym fiutom w Barker Rossie. Za takie pomylki? Jak mi kurwa teraz nie zaproponuja stanowiska menedzera w jakiejs duzej firmie, to im spale ta agencje i postawie toalete publiczna. I tak cos znajde, przez tych zjebow tylko stracilem czas podczas weekendu, ktory moglem poswiecic na szukanie pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz