Tak jest! Zadzwonili. Nie bede siedzial na dupie przynajmniej przez te 3 dni, a w tym czasie cos innego znajde. Moze Krzychu zalatwi robote u siebie na paletach. No wiec tak... w poniedzialek o 7 30 robota czeka. Towar bedzie szedl na tasmach, a ja musze ukladac na paletach. Order picker mowia na to tutaj. Wpadnie te 120 funtow okolo. Wyplata dopiero tydzien po skonczonej robocie, czyli okolo 18-19 lipca. Jak bedzie robota dalej i dobrze wypadne to siedze w Barker Rossie dalej. Jest okej ;)
Ogolnie to jeszcze wczoraj bylo fajnie, milo. Michal i Piotrek znalezli grilla - dosyc sporego - i taki stolik piknikowy z dwoma stolikami po bokach. Tylko trzeba bylo to skrecic, a my najpierw piwka, a potem za skrecanie sie wzielismy... no i dzisiaj druga proba, bo nam sie rozlozyl ten stolik jak juz mielismy sporo tych srub powkrecanych. Z grilla wyszlo ognisko... nic nam sie nie przypieklo, ani bekon, ani mieso na hamburgery, nic kurde... bulke z parowka jadlem potem i takie nocne przechadzki po Leicester na GPSie, bo ni chuja nie wiedzielismy gdzie jestesmy. Rano trzeba bylo wietrzyc chalupe, bo zaczelo padac i schowalismy tego grilla do kuchni, a pozniej jak po pozarze bylo w domu. Anglik jeszcze o 11 sobie wszedl do nas do domu jak do siebie i poprosil zeby wyciszyc muzyke, bo on pokazuje dom potencjalnym nabywcom i chce powiedziec, ze spokojna okolica itd. No okej :D
Jutro z rana z Krzychem do miasta po telefon, zeby miec angielski numer. Tu dzwonai z agencji i sie czesto pytaja, a czy mozesz nadgodzinki, a czy tamto itd. A ja ciagle podawalem numer Michala, a on w pracy jak jest, to mi nie przekaze przeciez, wiec telefon z angielskim numerem to koniecznosc do roboty.
Fot nie dodaje, bo nie mam tu kabelka do telefonu, zeby je wrzucic. W nastepnym wpisie dodam ;) tyle
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz